na Libermanie, ciężko sapiącym po zapasach z Filimono-wem. — Jakie myśli przychodzą wam do głowy, gdy patrzycie na rzekę?
Liberman zwrócił czerwony nos w stronę Adunu i wzruszył ramionami:
— Myśli? Po prostu — wielka rzeka, która zamarzła.
— To wszystko.
— A cóż by jeszcze, mamuniu najmilsza. — Liberman mrugał dobrodusznie oszronionymi brwiami i rozgrzewał chuchaniem zziębnięte ręce. Wreszcie dodał nie bez ironii: — W ogóle to więcej mógłbym powiedzieć w sprawach zaopatrzenia, towarzyszu kierowniku.
Wszyscy zaśmiali się.
— A wy cóż powiecie? — Batmanów spojrzał na Aleksjeja, który uważnie obserwował rzekę. — Czy i w waszym umyśle zamarznięty Adun nie budzi żadnych myśli i uczuć?
— Owszem — poważnie odpowiedział Aleksjej. — Gdy w zimie patrzę na dużą rzekę, zawsze zdumiewa mnie jej bezwład. Chciałoby się odkryć ślady tej walki, jaką musiała