Na jego depesze, wzywające ją do przyjazdu, Anna nadesłała wreszcie list i fotografię syna.
„To wszystko, co nam zostało po Kosti — pisała. — Ws Tu In go ńam wojna. Osierocił i ciebie, i mnie, ale po-0,0,1 krzepić nas myśl, że rozpacz milionów ojców i matek ji -i iownie nieutulona jak nasza... Nie wiem, czy twoje ? id. /:;o słowa płyną z serca, ale widzę cię często we śnie i no jawie, jak patrzysz na mnie surowo i z wyrzutem, i .i nie ustrzegłam syna, nie ustrzegłam! Wzywasz mnie
|a i ? I > i o Ale czy mogę teraz przyjechać? Noszę mundur
i (indnbnie jak wszyscy uważam się za żołnierza. Obo-! , kiom moim jest pozostać tutaj. Syn nasz zginął i nie i inniśmy czynić doli naszej lżejszą. Chcę wierzyć, że M>My sic; spotkamy znowu, będziemy oboje gotowi zacząć I -1>"lno życie lepsze od tego, którym żyliśmy dotychczas. I ?« i ..-i ?, mądrzejsze i już bez rozłąki..."